Grupa naTemat

In vitro czy naprotechnologia – którą metodę powinno wspierać państwo?

Świat się kręci, logo
Tylko 6 miesięcy zostało parom borykającym się z problemem niepłodności, by skorzystać z rządowego programu In vitro. Potem trzeba będzie płacić za terapię z własnej kieszeni, a koszt zabiegu sięga kilkunastu tysięcy złotych. O problemie w studio Świat się kręci rozmawiali: Katarzyna Kądziela, dyrektorka Fundacji im. Izabeli Jarugi-Nowackiej, Tomasz Terlikowski, publicysta oraz prowadząca program Agata Młynarska.

Procedura In vitro daje ludziom szczęście. Dzięki In vitro, a właściwie zapłodnieniu pozaustrojowemu, rodzą się dzieci, które są wyczekane, wytęsknione, chciane jak największe szczęście. To nie są dzieci przypadkowe. Te dzieci na starcie są potwornie krzywdzone, ludzie źli i okrutni mówią, że te dzieci są inne. Program In vitro jest finansowany stosunkowo krótko, od niedawna i mam nadzieję, że minister zdrowia pójdzie wreszcie po rozum do głowy i zacznie zachowywać się jak lekarz, a więc człowiek, który zobowiązywał się nie szkodzić i powinien kierować się wiedzą, a nie uprzedzeniem i własnymi poglądami – mówi Katarzyna Kądziela.

Czy rzeczywiście uważa Pan, że pozbawienie rodziny takiej szansy, bo to jest ostateczność, jest sprawiedliwe? – pyta Tomasza Terlikowskiego prowadząca.

W tej procedurze uczestniczą nie tylko rodzice, ale powoływanych jest w każdej procedurze sześć istnień ludzkich, z których wszczepia się według polskiego prawa maksymalnie dwie osoby na bardzo wczesnym rozwoju. Co oznacza, że cztery pozostają nadliczbowe. Z nimi coś trzeba zrobić, na przykład się je zamraża. W tej chwili w beczkach ze sztucznym azotem mamy siedemdziesiąt tysięcy istnień ludzkich. W Wielkiej Brytanii, jeśli mówimy o wiedzy, żeby urodziło się jedno dziecko z In vitro, trzeba poświęcić dwadzieścia innych! – odpowiada Tomasz Terlikowski.

To jest język nieprawdy i kłamstwa! – wtrąca oburzona Katarzyna Kądziela.

Sprawiedliwość wymaga, żebyśmy brali interesy nie tylko tych dzieci, które się rodzą, ale także tych dwudziestu innych, które się statystycznie uśmierca, żeby to jedno się urodziło. To jest procedura, nie tyko w Polsce, dyskusyjna moralnie, co oznacza, że nie ma żadnego powodu żeby państwo, także z moich podatków ją finansowało. Moim zdaniem ta procedura powinna wykluczyć jakiekolwiek niszczenie zarodków tak jak jest np. w Niemczech i Szwajcarii
– dodaje Tomasz Terlikowski.

Ten program działa prawie rok, a urodziło się prawie cztery tysiące cudnych dzieci! Naprotechnologia nie jest alternatywą dla In vitro. To zbiór pewnych metod, obserwacji, które pozwalają być może w tę ciążę zajść – mówi Katarzyna Kądziela.

Pani jest ignorantką w kwestii naprotechnologii. Naprotechnologia to nie jest tylko system obserwacji. Nawet w Polsce, w Łodzi, leczy się męską niepłodność. Są takie sytuacje, że jedna strona jest zupełnie niepłodna i wtedy In vitro też nie leczy, ponieważ oni nigdy nie będą mieli swojego dziecka. Będą mieli dziecko, które w połowie nie pochodzi od żadnego z nich i to też trzeba powiedzieć jasno. Anonimowi dawcy mówią - O moim psie wiem więcej jeżeli chodzi o pochodzenie! – mówi Tomasz Terlikowski.

Każdy z nas postrzega metodę In vitro poprzez własne sumienie – kończy burzliwą rozmowę prowadząca Agata Młynarska.
ZOBACZ TAKŻE:
Skomentuj